Prasa o wierze bahá`i

„Mama bała się, że to sekta”

Małgorzata Łuka-Kowalczyk
Cosmpolitan, sierpień 2008

Ola miała dziewiętnaście lat, gdy postanowiła zmienić religię na taką, o jakiej mało kto słyszał. Gdy podzieliła się tą nowiną z mamą, ta wpadła w panikę. Do tej pory były jak najlepsze przyjaciółki, Teraz stały się wrogami…

Odkąd pamiętam, stanowiłyśmy bardzo zżytą rodzinę – mówi Ola. – Nigdy nie przypuszczałabym, że to kiedykolwiek może się zmienić. Nie wszyscy moi rówieśnicy mieli takie relacje z rodzicami. Potrafiliśmy godzinami gadać, radziliśmy się siebie nawzajem, w weekendy celebrowaliśmy posiłki, gdy przychodziły święta, malowanie wielkanocnych jajek stawało się wspólnym rytuałem… Nie szliśmy na łatwiznę – śmieje się Ola. – Nie używaliśmy gotowych barwników czy naklejek, ale malowaliśmy  jajka woskiem za pomocą specjalnie skonstruowanego przez tatę urządzenia. W Boże Narodzenie przebieraliśmy się w strój Mikołaja i wręczaliśmy sobie prezenty, nawet gdy już byłam duża i wiedziałam, że siwy pan z brodą niewiele ma wspólnego z wymarzoną przeze mnie sukienką…

Ola od dziecka miała dużo swobody. Rodzice zostawiali jej szeroki margines na eksperymenty i poszukiwania. Jako nastolatka uczestniczyła w nocnych spektaklach teatralnych, które odbywały się w ramach letnich festiwali, chodziła na imprezy do przyjaciół, wakacje spędzała pod namiotem.

- Moja wolność dotyczyła również religii – wspomina Ola. – Dlatego tak bardzo zabolała mnie reakcja mamy, gdy dokonałam tego wolnego wyboru. Ale przecież rosłam w przekonaniu, że wiara to sprawa sumienia każdego człowieka – tak mi przecież rodzice ciągle powtarzali. Dowód? Gdy byłam w trzeciej klasie szkoły podstawowej i nie chciałam chodzić na religię, bo nie spodobała mi się katechetka i jej konserwatywne poglądy, powiedzieli: „Okej, to twój wybór?”. Nawet gdy przestałam chodzić do kościoła, nie mieli o to do mnie pretensji.
Ola miała 14 lat, gdy na nowo odkryła dla siebie Kościół. A wszystko przez to, że w jej życiu pojawił się…

…JEAN MICHEL JARRE


Był rok 1991. W Częstochowie odbywał się Ogólnopolski Zlot Młodzieży, gdzie przystojny francuski muzyk miał wystąpić z koncertem.

- Bardzo chciałam go zobaczyć. Mogłam się tam dostać tylko z grupą oazową (Ruch Światło-Życie, znany pod nazwą Oaza, powstał w Polsce w 1955r. jako jeden z ruchów odnowy Kościoła – przyp. Red.) – Pojechałam i… wsiąkłam. Znów zaczęłam biegać do kościoła. Rodzice – choć zdziwieni tym „nawróceniem” – uznali, że to kolejna próba mojego określenia się i że przejdzie mi z wiekiem. I mieli rację. Bo rok później zaczęłam mieć wątpliwości. Zobaczyłam, jak duży jest rozdźwięk pomiędzy tym, co jest np. napisane w Biblii, a tym, czego uczy Kościół. Poczułam, że grunt, na którym próbowałam zbudować swój światopogląd, usuwa mi się spod nóg.

POSZUKIWANIA TRWAJĄ
- Czułam potrzebę duchowości – opowiada Ola. – ale zupełnie nie wiedziałam, czego szukam? Byłam wtedy w pierwszej klasie liceum ogólnokształcącego. Wielu moich znajomych w tamym okresie zachwycało się filozofią zen i zostawało buddystami. Ja nie byłam pewna. Przestałam jednak o sobie mówić „katoliczka”, zamiast tego wolałam słowo „chrześcijanka”. Brzmiało bardziej uniwersalnie. W tym czasie otworzyły się na oścież granice, można było swobodnie podróżować po świecie, docierały do nas książki, o których wcześniej można było tylko marzyć. Ja przeczytałam ich mnóstwo, o wszystkich możliwych religiach. W każdej znajdowałam coś ciekawego i coraz więcej widziałam pomiędzy nimi punktów stycznych. Pod koniec liceum miałam już wyrobiony własny system filozoficzno-religijny. U jego podstaw legło stwierdzenie, że skoro jest jeden Bóg, to nieważne, jaką drogę do niego wybierzesz. Doszłam do wniosku, że konflikty religijne rodzą się głównie z powodu obrzędów. Z tego, że w jednej religii ludzie modlą się z prawa w lewo a w drugiej odwrotnie. Że raz ksiądz może mieć żonę, a raz nie. Wydawało mi się to kompletnym bezsensem.

TATO SPOTYKA DZIEWCZYNĘ
Ola po raz pierwszy zetknęła się z religią bahai za sprawą… taty. Był niezwykle towarzyskim człowiekiem. Pewnego dnia, jadąc autobusem, przysiadł się do młodej, śniadej dziewczyny. Miała na imię Neda i pochodziła z Iranu, ale mieszkała razem z rodzicami w Londynie.

- Okazało się, że jest bahaitką i przyjechała na rok do Polski. W wierze bahai jest zakaz nawracania ludzi, ale jak ktoś pyta, można mu udzielić informacji. Tata był zainteresowany. Neda opowiedziała mu więc o swojej religii. Dała ulotki. Obejrzałam je i wtedy przypomniałam sobie, że w szkole podstawowej miałam koleżankę, która była bahaitką. Kilkakrotnie opowiadała mi i koleżankom o tym, ale wtedy nie miało to dla mnie znaczenia. Teraz przypomniałam sobie jej opowieści, ale ponieważ za kilka dni miałam zdawać maturę, ulotki od Nedy odłożyłam na półkę i zapomniałam o całej sprawie.

JESZCZE RAZ MUZYKA
Nadeszły wakacje. Ola zdała egzaminy na studia i jako świeżo upieczona studentka anglistyki – planowała podróż do Szkocji. Marzyła, aby połazić po tamtejszych wrzosowych wzgórzach, podszlifować język…

- Tuż przed wyjazdem spacerowałam po naszej starówce i zobaczyłam kolorową grupę młodych ludzi, którzy grali piosenki Oasis. Bardzo lubiłam ten zespół, więc podeszłam do nich, żeby porozmawiać. Okazało się, że są Kanadyjczykami i… bahaitami. Przyjechali do Polski na szkołę letnią. W każdym kraju i państwie, gdzie obecna jest ta religia, organizowane są podobne wyjazdy. Ludzie mogą wtedy zgłębiać wspólnie zasady religijne i doskonalić swój charakter. „To chyba przeznaczenie”, pomyślałam. Następnego dnia grali spektakl w ramach letniego festiwalu. Obiecałam, że przyjdę.

Tam Ola poznała innych ludzi z tej grupy. Wszyscy byli młodzi, serdeczni i uśmiechnięci od ucha do ucha.

- Nie znoszę rasizmu, więc spodobało mi się to, że wśród nich byli ludzie różnych nacji i kolorów skóry. Przysiadłam się do ciemnoskórego mężczyzny, taty jednego z chłopaków, i zaczęliśmy rozmawiać, a właściwie mówiłam ja, on tylko kiwał głową i pytał: „A co o tym sądzisz?”. Rozmowa trwała z przerwami trzy dni. N koniec powiedział: „Czy wiesz, że wszystko, o czym mówisz, to są założenia religii bahai?”. „Więc jestem bahaitką”, odparłam.

MAMA WPADA W PANIKĘ
Ola odczuła ulgę i ogromną radość. Wreszcie dotarła do kresu swych poszukiwań. I nie była odosobniona w swych poglądach! Są ludzie, którzy myślą tak samo jak ona. Ale euforia nie trwała długo.
- W domu natychmiast opowiedziałam o wszystkim rodzicom. Tata powiedział tylko: „OK., to twoja sprawa”, ale mam nie podzielała jego spokoju. Była przerażona. „Bahai? A co to takiego?” – pytała. Na początku miała nadzieję, że mi przejdzie. Kiedy jednak zobaczyła, że tonie jest wakacyjna fanaberia, wpadła w panikę. Nigdy wcześniej nie słyszała o religii bahai i bała się. W dodatku nie dawała mi szans na wyjaśnienia. Jak tylko zaczynałam coś tłumaczyć, przerywała mi: „Nie mów mi nic na ten temat, nie chcę w ogóle o tym słyszeć!”.
Byłam bardzo zaskoczona jej postawą. Do tej pory wydawało mi się, że nie ma takiej rzeczy, która mogłaby stanąć pomiędzy nami. Czułam, że zawiodłam nadzieje, jakie we mnie pokładała. Czułam też, co zabrzmi strasznie, jej dwulicowość: dlaczego pozwalała mi przez całe życie na tak wiele, skoro w rezultacie i tak marzy o nijakiej „grzecznej córeczce”.

Dziś dziewczyna uważa, że to był moment, kiedy pępowina łącząca ją z matką została ostatecznie przecięta. Ola potwierdziła swoją odrębność.

- Udało mi się szczerze porozmawiać z mamą tylko raz – tuż przed wyjazdem na studia – wspomina Ola. – Przyznała wtedy, że boi się, że wpadłam w sidła jakiejś sekty. Co chwilę media bombardują nas niusami o zbiorowych samobójstwach takich nawiedzonych ludzi, gwałtach na kobietach, itp. Na szczęście działało już Centrum Informacyjne o sektach, dysponujące lista wyznań działających w Polsce, które zostały uznane za niebezpieczne. Wiedziałam, że religii bahai na niej nie ma. Powiedziałam mamie, że jeśli mi nie ufa i potrzebuje obiektywnego źródła informacji, może się tam zwrócić. Do dziś nie wiem, czy to zrobiła, ale do tamtego dnia jej nastawienie wyraźnie się zmieniło. Przestała milczeć, zaczęła o tym rozmawiać. Argumentowała: „Odcinasz się od tradycji, od korzeni, co ty przekażesz swoim dzieciom?”. Obwiniała siebie: „Jak ja cię wychowałam, gdzie popełniłam błąd?”. Irytowało ją, że nie chcę z nią malować i święcić jajek, że odmawiam wyjścia na pasterkę. I to, że przed bahaickim Nowym Rokiem, który jest obchodzony 21 marca, obowiązuje mnie dziewiętnastodniowy post, podczas którego nie wolno jeść od wschodu do zachodu słońca. „To niezdrowe! Będziesz osłabiona. Hormony ci zwariują”, martwiła się.

OJCIEC STANĄŁ MUREM
Choć wciąż byli ta samą rodziną, to jednak zawisł nad nimi jakiś cień, pojawiły się tematy tabu. Oli było przykro. Nie mogła tego zrozumieć. Przecież ona nie zmieniła się, jest tą samą osobą, więc o co chodzi?

Na szczęście ogromne wsparcie Ola dostała od swego taty, któremu idea bahai bardzo się podobała. Kiedy córka przyjeżdżała do domu na weekend, oboje toczyli długie rozmowy.
- Tata przyjeżdżał też do mnie do Warszawy, gdzie przez kilka lat po studiach mieszkałam i pracowałam. Uczestniczył ze mną w moich świętach religijnych. Niestety, zawsze przyjeżdżał sam. „Mam źle się czuje” – tłumaczył, a ja widziałam, z jakim trudem przychodzi mu kłamać.

W takim stanie zawieszenia tkwiliśmy kilka lat. Było mi przykro, tym bardziej, że moja nowa religia uważa rodzinę za największą wartość. Do tego stopnia, że jeśli z powodu bahai rodzinie grozi rozłam, trzeba zrezygnować z czynnego uczestnictwa w wierze i zostać przy rodzinie.

POTRZEBOWAŁYŚMY 10 LAT

- Gdy trzy lata temu wróciłam do domu na stałe, mama po raz pierwszy zgodził się pójść ze mną i z tatą na uroczyste obchody Nowego Roku. Myślę, że nie chciała się tak zdecydowanie od nas odcinać, chyba przestraszyła się, że w końcu zostanie sama na placu boju. Potem im bardziej poznawała moich przyjaciół bahaitów, tym bardziej nabierała do nich zaufania. Zobaczyła, że to naprawdę świetni ludzie. Wykształceni, mili, uczciwi. To przekonało ją najbardziej. Proces oswajania się z moją decyzją zajął jej dziesięć lat. Ale gdy rok temu zmarł tata, zgodziła się, bym nad jego trumną odmówiła bahaicką modlitwę za zmarłych. Jestem jej za to bardzo wdzięczna…
Do pobrania artykuł w oryginale:

reportaż w Cosmopolitan cz.1

reportaż w Cosmopolitan cz.2

Czy Iran ukarze smiercia za porzucenie islamu?

29 lutego 2008 GAZETA WYBORCZA

Rząd prezydenta Mahmuda Ahmadineżada przesłał do parlamentu projekt nowego kodeksu karnego, który przewiduje karę śmierci za odejście od islamu. UE apeluje o jego odrzucenie.

Dotąd karę śmierci za apostazję przewidywał szariat, tradycyjne prawo muzułmańskie, które w świecie islamu, w tym w Iranie, stosowane jest współcześnie głównie w przypadkach ślubów, rozwodów czy spadków, ale już nie w sprawach karnych. Wpisanie kary do cywilnego kodeksu karnego byłoby zupełną nowością. Groziłaby ona mężczyznom, zaś kobiety odchodzące od wiary byłyby karane długoletnim więzieniem.

W myśl nowego kodeksu, którego wprowadzenia chce rząd Ahmadineżada, kara śmierci spotkałaby też czarownice i czarowników. Z dużymi sukcesami tropi ich już Arabia Saudyjska - kilka miesięcy temu ścięto aptekarza oskarżonego o praktyki czarodziejskie.

Unia Europejska już zaapelowała do irańskich deputowanych, by odrzucili drakońskie przepisy, ponieważ gwałcą one prawo człowieka do religijnej wolności. Teoretycznie taką wolność gwarantuje konstytucja Islamskiej Republiki Iranu, w której zapisano, że “nikt nie może być prześladowany za wyznawanie tej czy innej religii”. W rzeczywistości jednak władze od lat dyskryminują wyznawców bahaizmu, uznając ich za sektę odstępców (a nie za religię), ponieważ wierzą oni m.in. w proroka Mahometa. Bahaici nie są przyjmowani do szkół ani na państwowe posady. Zdarzało się, że sądy na prowincji, opierając się na szariacie, skazywały ich na śmierć.

Najsłynniejszym skazanym na tę karę za apostazję jest pisarz Salman Rushdie, autor skandalizujących “Szatańskich wersetów”. W 1989 r. wyrok na niego wydał w specjalnej fatwie ajatollah Chomeini, ojciec założyciel islamskiej republiki. Pisarz przez wiele lat ukrywał się, obawiając się fanatyków pałających żądzą wprowadzenia fatwy w życie.

Wyroki za apostazję są wykonywane rzadko. Zgodnie z zaleceniami średniowiecznych szkół szariatu odstępcy przysługują trzy dni na przemyślenie swojej postawy i powrót do wiary. Wtedy jest uwalniany bez żadnej kary. W sytuacji zagrożenia życia przytłaczająca większość skazańców wraca na ścieżkę islamu.

W ostatnich latach kara śmierci za apostazję jest w świecie islamu coraz głośniej podważana. Poglądy liberałów wyraził na internetowej stronie “Washington Post” wielki mufti Egiptu Ali Gomaa, jeden z najwybitniejszych żyjących duchownych: “Czy muzułmanin może wybrać inną religię? Tak, ponieważ Koran mówi: Wy macie waszą religię, a ja mam moją religię. A także: Kto chce, niech wierzy, a kto nie chce, niech nie wierzy!, i wreszcie: Nie ma przymusu w religii! (…) Porzucenie religii jest jednak grzechem, który Bóg ukarze w dniu Sądu Ostatecznego. Jest to sprawa sumienia, między człowiekiem a Bogiem. Jeśli jednak do apostazji dochodzi zbrodnia podważania porządku społecznego, sprawą musi zając się wymiar sprawiedliwości”.

Zdaniem liberałów można zatem odejść od islamu, ale - ponieważ reguluje on niemal całe życie społeczności muzułmanów - nie można go otwarcie krytykować ani podważać.

Źródło: Gazeta Wyborcza

Iran prześladuje bahaitow

14 kwietnia 2008, GAZETA WYBORCZA

Kilkaset tysięcy irańskich bahaitów nie ma we własnym kraju żadnych praw. Nie mają dokumentów, ich własność jest konfiskowana, można ich bezkarnie mordować - alarmują obrońcy praw człowieka.

Troje młodych bahaitów - Raha Sabet, Sasan Taqva i Haleh Roohi - od kilku miesięcy siedzą w więzieniu. Pierwszy raz aresztowano ich w maju 2006 r. za uczenie angielskiego i matematyki dzieci z biednych rodzin we wsiach pod Szirazem.

Nie pomogły oficjalne zezwolenia z MSW. Kiedy okazało się, że są bahaitami, oskarżono ich o działalność wywrotową, a w listopadzie skazano na cztery lata więzienia.

O wyroku dowiedzieli się, kiedy wezwano ich po odbiór skonfiskowanych wcześniej rzeczy. Z więzienia już nie wyszli, nie mają dostępu do adwokata, a rodziny nie wiedzą, w którym więzieniu siedzą. Niektórzy nie wychodzą z resztą nigdy - jak Dhabihullah Mahrami, który w 2005 r. zmarł w więzieniu, gdzie odsiadywał dożywocie za “szpiegostwo na rzecz Izraela i apostazję.

Bahaici twierdzą, że ich religia nie ma nic wspólnego z islamem, jednak muzułmanie uważają ich za heretyków. Muzułmańscy ortodoksi nie mogą im darować, że przeczą jednemu z najważniejszych stwierdzeń islamu - że Mahomet był ostatnim prorokiem. Według bahaitów po nim przyszli bowiem Bab i Bahaullah.

Wyznawcy bahaizmu, których w sumie na świecie jest ponad 6 mln, głoszą jedność Boga i ludzi. Wierzą, że wszystkie religie są wspólne. Sprzeciwiają się przemocy, odrzucają m.in. służbę wojskową.

Chociaż bahaitom w Iranie - kraju, z którego wywodzi się ich religia - nigdy nie żyło się bajkowo, ich życie stało się prawdziwym koszmarem w 2005 r., kiedy prezydentem został Mahmud Ahmadineżad. Według autorów nowego raportu Departamentu Stanu USA o prawach człowieka pół miliona irańskich bahaitów nie ma w swoim kraju nawet najbardziej podstawowych praw.

Nie mogą znaleźć pracy. Nie mają prawa do emerytury. Ich konta bankowe są zamrażane, domy i firmy konfiskowane, co sądy uznają za “akt usprawiedliwiony religijnie”. Praktykowanie wiary jest surowo zakazane, bahaickie cmentarze są niszczone.

Konstytucja Iranu stwierdza, że oficjalną religią kraju jest szyicki islam, prawo chroni też chrześcijaństwo, judaizm i zoroastryzm. Jeśli ktoś nie załapie się na żadną z tych kategorii, nie dostanie dowodu osobistego, prawa jazdy ani metryki urodzenia. Nie zagłosuje w wyborach, nie ożeni się i nie pośle dziecka do szkoły.

Bahaiccy studenci nie są wpuszczani na uniwersytety, na irańskich uczelniach nie studiuje ani jeden bahaita. Słynna stała się sprawa zeszłorocznego maturzysty Halaku Rahmaniyan, który mimo że zajął 76. miejsce w kraju, nie został przyjęty na żaden uniwersytet z powodu “formalnych niedociągnięć”.

Dyskryminacja sięga nawet prastarych zwyczajów jak okup krwi, czyli zwalniające z wyroku za morderstwo odszkodowanie płacone przez zabójcę rodzinie ofiary. Kiedy w 2004 r. władze formalnie zrównały wysokość okupu za śmierć muzułmanina i niemuzułmanina, z nowego przepisu wyłączyły bahaitów, bo krew bahaity można przelewać bezkarnie.

Świat próbuje zmusić Teheran do zwolnienia trójki nauczycieli. Amnesty International ponawia apele o uwolnienie więźniów sumienia, w styczniu upomniał się o nich Waszyngton. - Wzywamy irański reżim do uwolnienia trójki nauczycieli przetrzymywanych przez Ministerstwo Bezpieczeństwa - napisał Biały Dom. Miesiąc później UE zaprotestowała przeciw “pogarszającej się sytuacji mniejszości etnicznych i religijnych, szczególnie bahaitów, w Iranie”.

W 2001 r. irańskie ministerstwo sprawiedliwości w specjalnym raporcie, który przedostał się do mediów, przyznało wprost, że celem irańskiej polityki jest ostateczna eliminacja społeczności bahaickiej.

Marta Kazimierczyk

Źródło: Gazeta Wyborcza

W Egipcie kwitnie dyskryminacja religijna

Marta Kazimierczyk 2006-10-04, ostatnia aktualizacja 2006-10-04 17:57

Kilkutysięczna gmina wyznaniowa bahaich nie ma w Egipcie żadnych praw. Chociaż jej członkowie są Egipcjanami, nie mają szans nawet na dowody osobiste

Dwa lata temu młode małżeństwo z Aleksandrii złożyło papiery o nowy dowód osobisty. Nie tylko nie dostali dowodu, ale skonfiskowano ich wszystkie dokumenty. Powód? W rubryce “wyznanie” wpisali bahaizm. Tymczasem pytanie brzmiało wyraźnie: którą z następujących religii wyznajesz: islam, chrześcijaństwo czy judaizm? Innych opcji nie przewidziano.

Para złożyła w sądzie w Aleksandrii pozew przeciwko egipskim władzom. Po dwóch latach procesu, 2 kwietnia sąd stwierdził, że urząd ma zwrócić im dokumenty i pozwolić na wpisanie bahaizmu.

Wyrokowi przyklasnęli obrońcy praw człowieka. - Ta sprawa to prawdziwy przełom - mówił Gamal Eid, dyrektor Biura ds. Informacji o Prawach Człowieka. - To krok w stronę stworzenia bardziej tolerancyjnego religijnie społeczeństwa.

Jednak radość nie trwała długo. Jako pierwszy wyrok potępił szejk Al Azharu - jednej z najszacowniejszych instytucji religijnych w świecie islamu. - Ta decyzja to hańba. Bahaizm to świętokradztwo, nic więcej jak tylko sekta ateistów - brzmiała wydana tuż po wyroku fatwa.

Zagrzmiało też w egipskim parlamencie. Największe, zwykle skłócone partie - rządząca NPD i Bracia Muzułmanie - tym razem były zgodne, że należy anulować “skandaliczny” wyrok. - Ta decyzja narusza cały porządek społeczny w naszym kraju - tłumaczył jeden z deputowanych.

Ministerstwo spraw wewnętrznych złożyło apelację od wyroku i w maju sąd wstrzymał jego wykonanie, pozostawiając małżeństwo bez dokumentów i szansy na ich otrzymanie.

To tylko jedna z historii egipskich bahaich. Kilkutysięczna społeczność od lat stoi przed wyborem: skłamać w sprawie wyznania czy zrezygnować z normalnego życia. Bo bez dokumentów nie mają na nie szans - nie mogą pójść do lekarza, zapisać dziecka do szkoły, znaleźć pracy, założyć konta w banku. Człowieka bez dokumentów policja ma prawo aresztować i przetrzymywać, a tłumaczenie się bahaizmem tylko pogarsza sytuację.

Oficjalnie Egipt to kraj bardzo tolerancyjny religijnie - konstytucja gwarantuje wolność wyznania, kraj jest sygnatariuszem międzynarodowych umów o swobodzie religijnej. W praktyce jednak ta wolność dotyczy wyznawców trzech religii - islamu, chrześcijaństwa i judaizmu, określanych w Koranie jako Ludzie Księgi. Reszta nie ma prawa bytu.

Jednak to właśnie sytuacja bahaich jest wyjątkowo trudna. Solą w oku władz jest ich główna siedziba - Powszechny Dom Sprawiedliwości w Izraelu, miejscu śmierci założyciela bahaizmu Baha Allaha.

- Bahai są poruszani ręką syjonistów - twierdzi Mustafa Awadallah z Bractwa Muzułmańskiego. Przeciwników nie przekonuje argument, że w XIX w. czasie, kiedy Baha Allah umierał, państwa Izrael nie było nawet w planach.

Islam traktuje bahaizm jako herezję. W myśl islamu Mahomet był bowiem ostatnim prorokiem, człowiekiem, który już na zawsze “przypieczętował” misję proroczą. A według bahaich po Mahomecie byli kolejni prorocy, z których ostatni to właśnie Baha Allah.

Bahaich bronią egipscy intelektualiści. - Nie możemy odciąć tych ludzi od wszelkich praw ze względu na ich wyznanie. W ten sposób religia zamiast łączyć, będzie coraz bardziej dzielić Egipcjan. - przekonuje socjolog Hoda Zakarija. Publicysta Saad ad din Ibrahim: - Powinniśmy wspierać bahaich, nawet jeśli osobiście nie zgadzamy się z ich religią. Bo najważniejsze, to nie dopuścić do zniszczenia otwartego społeczeństwa.

W Egipcie żyje kilka tysięcy wyznawców bahaizmu, w sumie na świecie jest ich ponad 6 mln. Wierzą, że wszystkie religie są wspólne, dlatego powinno się dążyć do jedności ludzi na całym świecie. Nie mają kościołów ani specjalnych obrzędów, co 19 dni zbierają się w prywatnych domach na modlitwie.

Nad Nil przybyli z Iranu już w XIX w. i początkowo żyli na równych prawach z wyznawcami innych religii. Wszystko zaczęło się psuć w latach 60., kiedy prezydent Gamal Abdel Naser zlikwidował ich domy modlitwy i instytucje - po oskarżeniu grupy bahaich o próby nawracania muzułmanów.

Potem było już tylko gorzej - w latach 80. urzędy przestały wydawać im dowody osobiste. Ostatecznie dobiła ich fatwa Al Azharu z grudnia 2003 r., która określa ich jako “epidemię, z którą należy walczyć i którą państwo powinno wyeliminować”.

Tekst pochodzi z portalu Gazeta.pl - www.gazeta.pl © Agora SA

Gazeta Wyborcza, strona 15

Jeśli Zachód nie zareaguje, bahaitom grozi zagłada

ROZMOWA Ramin Khabirpour, Irańczyk, wyznawca prześladowanej przez Teheran religii; 24 czerwca 2006r.

Bahaici są prześladowani od XIX wieku, czyli od czasu, gdy to wyznanie powstało

Rz: Korespondentka tygodnika “Time” Ruth Gledhill napisała, że los bahaitów w Iranie coraz bardziej przypomina prześladowania Żydów w Niemczech w latach 30. Czy rzeczywiście jest aż tak źle?

Ramin Khabirpour: Nie można powiedzieć, że zostało zamordowanych sześć milionów bahaitów. Jeśli jednak świat nie będzie reagował na to, co dzieje się z członkami wspólnoty Baha’i w Iranie, władze w Teheranie każą zabić wszystkich wyznawców tej wiary.

Są oni prześladowani od XIX wieku, czyli od czasu, gdy to wyznanie powstało. Represje wobec bahaitów nasiliły się jednak po rewolucji islamskiej w 1979 roku. Wtedy przedstawiciele teokratycznego reżimu podjęli decyzję, że wykorzenią tę wiarę i zlikwidują jej wyznawców. Istnieje wiele dokumentów potwierdzających fakt podjęcia takiej decyzji, podpisanych przez ajatollaha Alego Chamenei. Służby bezpieczeństwa zaczęły śledzić bahaitów. Od 1979 roku dwustu wyznawców tej religii zostało zamordowanych. Wielu było torturowanych. Część musiała opuścić kraj. Urzędników wyrzucano z pracy. W mediach państwowych do dziś prowadzona jest kampania, która ma wzbudzić nienawiść do bahaitów.

Czym bahaici narazili się władzom w Teheranie?

Po pierwsze, wyznają inną religię niż państwowa. Apostazja zgodnie z prawem islamskim jest zaś karana śmiercią. Po drugie, głównym przesłaniem bahaizmu jest jedność ludzkości. Wierzymy, że nie powinno się dyskryminować nikogo ze względu na jego wiarę, narodowość ani płeć. Władzom w Iranie narażamy się więc choćby ze względu na przekonanie, że kobieta jest równa mężczyźnie, że ma te same prawa, co nie znajduje odzwierciedlenia w irańskim prawie. Wierzymy też, że każdy powinien sam poszukiwać prawdy. Oznacza to, że nie widzimy potrzeby istnienia duchowieństwa. To oczywiście również nie podoba się irańskim teokratom.

Bahaici chcą więc obalić oparty na duchowieństwie reżim w Teheranie?

Absolutnie nie. Nie jesteśmy organizacją polityczną, lecz religijną. Nasza wiara nakazuje nam być lojalnymi wobec władzy. Nie chcemy obalać rządów, ale propagować ideę postępu i egalitaryzmu. Bahaici wciąż pomagają lokalnym społecznościom, choć często są za to karani.

Dlaczego wyznawcy tej wiary akurat teraz apelują o pomoc do wspólnoty międzynarodowej, skoro są prześladowani od XIX wieku.

Po objęciu władzy przez konserwatywnego prezydenta Mahmuda Ahmadineżada sytuacja naszych współwyznawców w Iranie jeszcze się pogorszyła. Przed miesiącem w mieście Sziraz służby bezpieczeństwa aresztowały 54 bahaitów w wieku od 17 do 21 lat. Uczyli dzieci matematyki i fizyki, na co mieli pozwolenie od lokalnych władz. Po kilku dniach zostali warunkowo zwolnieni. W ubiegłym roku w więzieniu zmarł Dhabihullah Mahrami, który spędził za kratkami dziesięć lat za to, że był bahaitą. Kandydatów na studia zmusza się zaś, by w podaniach wpisywali, że są wyznawcami islamu. Gdy odmawiają, nie dostają indeksów. Obecnie na irańskich wyższych uczelniach nie studiuje więc żaden bahaita.

Rozmawiał Jacek Przybylski

Zjednoczenie wyznań

Bahaizm to religia, którą w XIX wieku ustanowił Pers Ali Husajn Nuri (Bahaullah). Dąży do zjednoczenia głównych wyznań. To religia bez duchowieństwa i bez zbiorowych rytuałów. Każdy bahaita powinien jednak codziennie się modlić i dwa razy dziennie czytać święte pisma. Na każdym kontynencie jest jedna świątynia bahaicka, w której mogą się modlić ludzie wszystkich religii. Centrum religijne bahaizmu znajduje się w Izraelu (w okolicach Akki), gdzie zmarł Bahaullah.

Jest to jedna z najszybciej rozpowszechniających się religii na świecie. Ma około pięciu milionów wyznawców. W Iranie bahaici to największa mniejszość religijna. Liczbę jej wyznawców szacuje się w tym kraju na 300 350 tysięcy. Pierwszą bahaitką w Polsce była Lidia Zamenhof, córka Ludwika Zamenhofa, twórcy esperanto. Obecnie w naszym kraju mieszka około trzystu wyznawców bahaizmu.

jap


Tags

łamanie praw człowieka śmierć święta bahaickie Abdu`l-Baha aforyzmy Bóg Bab bahai bahaici bahaickie świątynie bahaickie święta bahaickie święte pisma bahaickie modlitwy bahaita bahaitka bahaizm Baha`u`llah Chrystus chrześcijaństwo cytat dnia Góra Karmel Hajfa Iran islam Izrael jedność kobieta modlitwy modlitwy bahaickie nauka nauka a religia objawiciele boży ogrody bahaickie ONZ pokój prawa człowieka prześladowania bahaitów prześladowania religijne religia baha`i religie Słowa Ukryte Shirin Ebadi uprzedzenia wiara baha`i wskazówki jak żyć